O autorze
Warszawianka rocznik 1970, córka bałkanofila, znawcy historii Europy Wschodniej (zwłaszcza Rosji) prof. zw. Antoniego Gizy. Ongiś dziennikarka prasowa i telewizyjna, z wykształcenia magisterskiego podstawowego: pedagog akademicki, filozof-etyk, literaturoznawca, z pomagisterskiego i podyplomowego: psycholog ds interwencji kryzysowej, psycholog-psychoterapeuta. Przez lata pozarządowiec i koordynatorka ogólnopolskich projektów oraz krytyk literacki i literaturoznawca. Autorka kilku publikacji literaturoznawczych i kulturoznawczych. Od 2011 roku wraz z partnerem prowadzi w Warszawie i Józefowie dwudziestoczterogodzinne dyżury psychologiczne dla osób, które znalazły się w kryzysie pn. "Psycholog24h" FREY INSTITUTE - Punkt Interwencji Kryzysowej, świadcząc pomoc w nurtach: terapii eklektycznej, systemowej, strategicznej oraz krótkoterminowej interwencji kryzysowej. Członkini m.in. Polskiego Towarzystwa Mindfulness, Polskiego Tow. Etycznego i Pedagogicznego oraz Stow. Psychologów Chrześcijańskich. Matka, babka, swatka i szczęśliwie zakochana w wieloletnim partnerze, kobieta.

Leszek Szuman – zagadki zza grobu

12 czerwca 1987 roku – dokładnie 25 lat temu – zmarł w Szczecinie jeden z najwybitniejszych i najbardziej rozpoznawalnych europejskich astrologów, szczecinianin z Pogodna, Leszek Szuman. 18 listopada w tym roku przypadnie sto dziewiąta rocznica Jego urodzin.

Ten urodzony 18 listopada 1903 r. w Poznaniu, ekonomista z wykształcenia, był humanistą o niespotykanej – nawet jak na tamte, burzliwe i bogate czasy, intensywności zawodowej. W swoim ponad osiemdziesięcioletnim życiu pracował w dwunastu zawodach, najdłużej jako tłumacz przysięgły języka niemieckiego. Znał biegle siedem języków, w tym kilka egzotycznych, jak chociażby narzecza i gwary plemienne Afryki. W Berlinie, jeszcze przed wybuchem II wojny św. skończył studia ekonomiczne. Swoją wiedzę praktyczną i teoretyczną spożytkował później jako zarządca ziemski, kierując rodzinnymi tartakiem, młynem i żwirownią, które zakupiła z majątku matka po tym, jak w 1914 zmarł mu ojciec. Następnie piastował urząd konsula generalnego na placówce dyplomatycznej w Urugwaju, po czym zainteresowania związał z reklamą, którą zajmował się po powrocie do kraju, między innymi jako kierownik ds. reklamy w zakładach „Philipsa” w Warszawie oraz autor, jednego z pierwszych, polskojęzycznych podręczników do PR. Gdy dobiegał 30., po raz pierwszy zainteresował się poważnie astrologią. W 1932 r. kupił pierwszy kalendarz astrologiczny i z ciekawości sporządził swój własny horoskop. Do dziś nie wiadomo, czy to wtedy poznał datę swojej śmierci, ale z wiedzy tej zwierzył się najbliższym, gdy w latach 70. rozpoczął intensywne poszukiwania asystentki i sekretarki i zaczął przebąkiwać o konieczności pośmiertnego zebrania i wydania jego badań. Wtedy też nawiązał stałą wydawniczą współpracę z Gorzowskim Klubem Miłośników Fantastyki Naukowej oraz Wielkopolskim Stowarzyszeniem Różdżkarzy, dzięki czemu światło dzienne ujrzały trzy (zaledwie!) tytuły. Wnikliwe studia i badania nad astrologią zawdzięcza w pierwszej fazie doktorowi nauk medycznych i zarazem jednemu z ówczesnych sław astrologicznych Europy, dr Alfredowi Kalacińskiemu, który od 1935 roku nadaje właściwy kierunek jego zainteresowaniom.




Niestety, II wojna św. przynosi i w tej kwestii stratę, bo w roku 1943., z niedożywienia i na skutek postępującej gruźlicy, Kalaciński umiera. Przepada też cała korespondencja z mistrzem astrologii. Ale z tamtego okresu pochodzą między innymi takie, ocalałe refleksje Szumana: „ Astrologię właściwie należałoby zaliczyć do rodziny nauk psychologicznych. Ma ona tu i tam nieco nadszarpniętą opinię z winy licznych wróżbiarzy, którzy liznąwszy nieco tej wiedzy, wykorzystują swe skąpe wiadomości w sposób niepoważny, choć niezwykle dochodowy. Ale i na to są przecież sposoby. Przed wojną istniał oficjalnie w Niemczech uznany związek astrologów, którzy tępili na każdym kroku wszelką szarlatanerię i ostrzegali klientów w prasie przed różnego rodzaju oszustami. Czy i dziś nie można wprowadzić tej praktyki?” – pisał, przewidując słusznie rozwój wypadków w artykule „Co myśleć o astrologii?”autor „Życia po śmierci” * Okupacja zmusiła ponownie do elastyczności i zmiany zawodu, więc wdał się w romans z hazardem (!). Pracując przez kilka lat jako krupier w kasynie gry podobno wygrał sam niemałą fortunę. Potem, jeszcze w trakcie wojny, był korespondentem języka niemieckiego w urzędzie gubernatora w wydziale żywienia i rolnictwa.

Zainteresowania Leszka Szumana miały, poza historycznym i duchowym uwarunkowaniem, także, albo – przede wszystkim, dziedziczne, genetyczne podłoże. Pochodził bowiem spod Poznania, ze starej, bogatej rodziny jasnowidzów i różdżkarzy, co nie należało w XIX wieku do rzadkości. Darem jasnowidzenia odznaczali się dziadek i brat, matka, z wykształcenia historyk sztuki, była cenioną wahadlarką. W tamtej dobie zainteresowania parapsychologią i zjawiskami metafizycznymi przeżywały swój rozkwit i były raczej czymś naturalnym. Dopiero dziś, powoli zaczynamy doceniać zalety tych narzędzi poznawczych oraz ich terapeutyczne własności, nabieramy też coraz większej pokory do świata pozazmysłowego, a co za tym idzie, także dystansu do siebie, czy do tzw. magii i wiedzy pozarozumowej. Sam Szuman był zresztą tego przebudzenia orędownikiem. Także on wielokrotnie nawoływał do równowagi i zdrowego rozsądku w podejściu – tak do spraw materialnych, jak i duchowych. W 1979 roku, ówczesnej redaktorce „Przekroju”, Bognie Wernichowskiej, na pytanie o krytykę astrologii, odpowiadał: „Astrologia jest odgałęzieniem psychologii (tak mówił zresztą sam profesor Jung). Wierzyć można w życie pozagrobowe, a na astrologii trzeba się znać. Wymaga to wielu lat ciężkiej i żmudnej pracy. Niektórzy ludzie nie chcą znać swojego horoskopu i przypominają kapitana, który wypływając z portu wyrzuca mapy za burtę i woła: Panie Boże prowadź mnie, bo ty wiesz lepiej..” *


Niewiele zachowało się do dziś danych biograficznych czy bibliograficznych na temat postaci Leszka Szumana. Z wielu tysięcy zapisanych przez niego – ręcznie i na maszynie, woluminów, kartek, notatek, wykresów i opisów, zredagowane i wydane zostały jedynie pozycje: „Astrologia i polityka”, „W kręgu znaków zodiaku” i „Życie po śmierci”. Reszta w tajemniczych okolicznościach zniknęła bez śladu. Na temat rzekomej sprzedaży praw autorskich do tekstów i badań astrologa, krążą legendy. Podobnie jak na temat samego Szumana, jego tajemniczego szczecińskiego domu na Curie-Skłodowskiej, niewidocznej przez lata i milczącej dotąd rodziny. „Od roku 1945 w mieszkaniu Leszka Szumana w Szczecinie uzbierało się w segregatorach blisko osiem tysięcy horoskopów, wspaniały materiał pomocniczy do napisania poważnego dzieła. Niestety, dopiero w latach 70-tych, mogły się ukazać niektóre drobne prace szczecińskiego astrologa. Większość oczekuje jednak na druk już ponad 20 lat. Na jego domowy adres przychodzą stosy listów, urywają się telefony, nachodzą go interesanci. Wszyscy proszą o jedno: horoskop. Doceniają go także za granicą. Nie tylko przepowiada wydarzenia przyszłe, także radzi jak postąpić na życiowym zakręcie” – pisał w przedmowie do jego wydania z 1983 r. „W kręgu znaków zodiaku” redaktor Gorzowskiego Klubu Miłośników Fantastyki Naukowej, Andrzej Kudzia *. Od tamtego czasu, a minęło prawie 30. lat, nic się nie zmieniło. Poza jednym. Nie ma już listów i telefonów do gospodarza domu. Nikt nic nie wie o wielkiej, nieocenionej naukowo, historycznie i obyczajowo, spuściźnie szczecinianina.
- Liczyliśmy, że cala literatura i dokumentacja badań Leszka Szumana przypadnie w udziale towarzystwu, że nam ją przekaże i przepisze na nas prawa. – żali się jedna z najstarszych członkiń Pomorskiego Towarzystwa Psychotronicznego w Szczecinie, pani Jagoda. – Ale nikt z nas nigdy już nie widział jego dokumentów i notatek. Pozostało nam tylko trochę zdjęć. – Nie znam szczegółów, ale z tego, co pamiętam, rodzina odsprzedała prawa komuś spoza rodziny z warunkiem, że opublikuje materiały dopiero 20 lat po śmierci autora. – dodaje Alma Papsa – Niezabitowska, znana i ceniona astrolożka, zrzeszona od początku w PTP, wieloletnia przyjaciółka Szumana. – Ale jaka jest rzeczywiście prawda, sama dziś nie wiem. Musiałabym spotkać się z jego córką, ale muszę o to spytać kilka osób. Proszę może o telefon za około tygodnia – umawia się ze mną starsza pani.

Póki co, zbierzmy więc i posegregujmy sami wiedzę, jaka jest dostępna w Szczecinie - tak w formie pisanej, jak i ustnej, na temat tego pioniera ezoteryki. Pierwszym miejscem, do jakiego z pewnością muszę się udać, jest siedziba - wspomnianego już, Pomorskiego Towarzystwa Psychotronicznego na Judyma w Szczecinie, jednego z nielicznych, profesjonalnych i godnych zaufania w tej dziedzinie, centrów psychotronicznych w Polsce, którego współzałożycielem – wespół z nieżyjącą od kilku lat – wybitną Leokadią Podhorecką, był w 1982 r. właśnie Leszek Szuman. Wielu z obecnych członków towarzystwa oraz jego sympatyków i bywalców, pamięta jeszcze legendarnego, bardzo tajemniczego i kontrowersyjnego geniusza astrologii. Nie brakuje więc historii zapierających dech w piersiach nawet sceptykom. Zwłaszcza tych, opowiadających o przechowywanych i czasami udostępnianych zainteresowanym, horoskopach rozpoznawalnych postaci ze szczecińskiego świata. - Znany był z tego – opowiada mi członek towarzystwa, pragnący zachować anonimowość, - że każda osoba, która zgłaszała się do niego po horoskop, trafiała do specjalnego archiwum w jednym z pokoi, jego tajemniczego domu na Pogodnie. Tam w zalakowanej kopercie Szuman zapisywał datę śmierci swojego klienta. Potem, po śmierci tej osoby do Szumana zgłaszała się rodzina zmarłego, która otwierała kopertę. Na kartce była zapisana precyzyjnie data śmierci. - Podobno wszystkie się sprawdziły – wtóruje wieloletni konsultant w ośrodku, Ryszard Gruenbaun, dyplomowany radiesteta, gdy wprowadzam w temat zgromadzonych tego popołudnia w biurze PTP. – Ale my osobiście nie poznaliśmy pana Szumana. Znamy tylko opowieści. – informują bywalcy. - Więcej powinna umieć powiedzieć pani Alma albo Jadwiga Witkowska, czy Jagoda. – dodaje skarbnik zarządu, Dariusz Wieczorek.

Z Panią Jadwigą rozmawiam przez telefon, bowiem od kilku tygodni nie pracuje już w siedzibie towarzystwa, gdzie przez 27 lat prowadziła biuro. – Tak, wszystko zawdzięczamy Leszkowi Szumanowi właśnie, pierwszemu prezesowi, który założył towarzystwo. – zaczyna opowieść pani Jadwiga. – Rozpoczynaliśmy w piwnicy budynku na Wojska Polskiego, ale szybko zawędrowaliśmy na Judyma, gdzie znajdujemy się do dziś. Pomimo trudnego czasu – był Stan Wojenny, 1983 rok, PTP liczyło ponad 500 członków. A wśród nich cała szczecińska inteligencja, lekarze, architekci, profesorowie ze Szkoły Morskiej i Politechniki Szczecińskiej. I nie mniej zasłużona dla Szczecina, rozpoznawalna w świecie, a także widoczna z Kosmosu, za sprawą gwiazdy nazwanej na jej pamiątkę przez córkę Lodą, Leokadia Podhorecka, sławna i ceniona radiestetka, autorka wielu podręczników m.in. z dziedziny różdżkarstwa – przypominam sobie tablicę pamiątkową ze świetlicy na Judyma. – Władza nie przeszkadzała nam działać, wolała chyba, byśmy zajmowali się ezoteryką, niż chodzili do kościoła i na strajki. – kontynuuje pani Jadzia. Gdy pytam, jak wspomina Szumana, rozczula się. – To był miły, ciepły, bardzo szczuplutki, malutki taki, słabiutkiego zdrowia, schorowany człowiek.- wylicza. - Zawsze cichy, skromny, ale twardy i ostry w poglądach. Dużo pracował w domu, pisał książki. Przez lata, aż do jego śmierci, przychodziłam do niego do domu i przynosiłam mu wszystkie dokumenty finansowe do podpisu, a on je podpisywał i oddawał wraz z maszynopisami kolejnych artykułów do naszego biuletynu „Latarnia”, które musiałam zanieść do cenzury. Był skryty i tajemniczy.

Swoje życie związał ze Szczecinem zaraz po II wojnie światowej. Zamieszkał w uroczej, oddalonej od centrum i nastrajającej do pracy naukowej, literackiej i duchowej ( co podkreślał), także ze względu na architektoniczne, bogate w symbolikę duchową i historyczną, odniesienia, otoczenie dzielnicy – Pogodnie, na ulicy Marii Curie – Skłodowskiej, którą cenił, choćby za takie słowa, które zwykła powtarzać w obronie astrologii: „Wystrzegajcie się uczonych, którzy krytykują cudzą wiedzę, zamiast doskonalić własną” *. Żeby móc uprawiać nadal swój zawód, pisać i mieć niezależność finansową, zdał egzamin na tłumacza przysięgłego i zaczął pracować w tym zawodzie. Po jakimś czasie stał się także nieocenionym współpracownikiem ówczesnych organów ścigania (ślad jednej z takich spraw znajdziemy w jego książce "Życie po śmierci") *, dając się poznać jako bezcenny i bezinteresowny pomocnik w trudnych sprawach kryminalnych, przypadkach zaginięć, czy też w różnych konfliktach obyczajowych z udziałem obcokrajowców. Niewładająca wówczas językami, Milicja Obywatelska ściągała Szumana na posterunek nie rzadko w nocy, zwłaszcza w marynarskich okolicznościach, gdy w Szczecinie dochodziło do bijatyki lub morderstw z udziałem np. Malajskich obywateli. W zamian za pomoc udostępniała mu różne tajne dokumenty, informacje oraz pozwalała pracować przy zwłokach. Z tego wieloletniego okresu doświadczeń, pochodziły, zaginione dziś tomy badań Szumana nad powiązaniami parapsychologii i jasnowidzenia z kryminalistyką. Dzięki zdolnościom jasnowidzenia szczecińscy kryminolodzy i stróże prawa, rozwiązali wiele zawiłych kryminalistycznych zagadek. Za to pozwalali mu spokojnie pracować. Co z tego jednak, skoro jego dotychczasowa, bezcenna praca wciąż nie ujrzała światła dziennego. – Krążą słuchy, że wszystko przejął syn Szumana – wprowadza nowe dane pani Jagoda. – Przecież miał tylko córkę. – dziwię się. – Jaką córkę? Ależ nie, syna! – słyszę zdziwiona…

Wiele spraw dotyczących pioniera astrologii na zawsze z pewnością zostanie niewyjaśnionych, jednak - dzięki Almie Niezabitowskiej, podejmuję próbę nawiązania kontaktu z istniejącą jeszcze w Szczecinie rodziną Leszka Szumana oraz pamiętającymi go współpracownikami. Intrygujące jest także przepastne archiwum astrologa, zwłaszcza w horoskopy stawiane ówczesnej władzy oraz celebrytom. Ale muszę jeszcze na kilka tygodni uzbroić się w cierpliwość, zwłaszcza, że najbliższa rodzina stara się trzymać z daleka od tajemnic i pasji Leszka Szumana. Nikt nie podejmuje też działań zachowania pamiątek i schedy po mistrzu parapsychologii. - Dlaczego? - to pytanie na razie musi zostać bez odpowiedzi. Żyjący syn także unika tego wątku... Wróćmy tymczasem do wątłego zdrowia mistrza. Przez całe swoje życie przeszedł kilkadziesiąt operacji, niejednokrotnie ocierając się, to na dłużej, to na krócej, o własną śmierć, czy też - jej przedsmak. Najszerzej wspominał o tym w swojej książce „Życie po śmierci”. Przez ponad 30 lat żył z jednym płucem. Jego znajomi wspominają go zresztą właśnie takim, zagadkowym, oszczędnym w działaniach, schorowanym, bladym (wręcz przezroczystym). Niektórych, poza wyglądem, przerażały jeszcze jego intuicja, nieracjonalna wiedza i wykraczające daleko poza normę, umiejętności. Zwłaszcza, gdy twierdził: „Ja nie wierzę, ja WIEM, że to się spełni. Bo po prostu nigdy się nie mylę, chyba że podano mi błędną datę urodzenia!” *.

Z jednej strony, Szuman był racjonalnym, profesjonalnie wykształconym, naukowcem, z drugiej – uzdolnionym jasnowidzem. Rozdzielał jednak stanowczo te dwie dziedziny. „(...) Bo każdy, niewprowadzony w temat rozmówca, zawsze przedstawia sobie astrologa jako jasnowidza, a to są rzeczy zupełnie odrębne: intuicyjna, „nadprzyrodzona” prekognicja, chwytanie z innego wymiaru czasoprzestrzeni jakichś fal odbitych, projekcji obrazów, których żaden instrument naukowy nie wychwyci – a „moja” kosmobiologia, czyli jednak wymierna, rachunkiem i wykresem, na kartce papieru, wymierzalne definiowanie związku między ścisłą datą urodzenia i już rozpoznanym przez miliony doświadczeń, przez szeregi pokoleń badaczy – owego wpływu, jaki pola grawitacyjne czy też zjawiska zapewne elektromagnetyczne mają w danej strefie czasu na jaźń i kondycję biologiczną noworodka... Powtarzam: horoskop nie ma wartości absolutnej, w każdym detalu nieugiętej! Może pan mieć aspekt Marsa, a położy się pan na mokrej łące i przeziębi śmiertelnie, innego znowu w okopie kulka trafi...Gmach losu budują także okoliczności zewnętrzne. Moje badanie tysięcy przypadków, w tym także kartotek szpitali, domów psychiatrycznych, pozwala mi nawet określić na podstawie horoskopu z dużym przybliżeniem wygląd danej osoby, jej sposób zachowania, a także – to ważne! – predyspozycje intelektualne, seksualne, chorobowe...” * - klarował wielokrotnie. Wielu klientów przychodziło do niego po radę jak do dzisiejszego psychoterapeuty. Radzili się odnośnie swoich pieniędzy, inwestycji, wyborów, ale także zdrowia. Najczęściej także chcieli znać datę swojej śmierci. To jednak pozostawiał zawsze tylko do swojej wiadomości. – Nie jest wskazane, aby ludzie wiedzieli o sobie wszystko. – zwykł mówić w wywiadach * . Powtarzał także wielokrotnie, że „sami otwieramy drzwi do nieszczęścia”, poprzez życie w stresie, zawód wykonywany, zapaści psychiczne, huśtawki nastrojów. I na pytanie o czas życia, stwierdzał: „Bardzo wielu ludzi umiera tylko na swój charakter.... Tak się dzieje na przykład w okresach opozycji Mars-Saturn, kiedy to ludzie żyjący w stresie są podatni na stany zawałowo-ciśnieniowe, zawały, apopleksje, nadciśnienia. Wtedy takie śmierci mają miejsce najczęściej. A sama data śmierci jest astrologicznie nieuchwytna, aczkolwiek możliwa do określenia w około 15 procentach wypadków.” * - pointował.

Szuman zajmował się także przepowiedniami. Sam był autorem wielu. Sam je także interpretował, jako znawca kultur starożytnych i bibliofil. Mało kto wie, że przepowiedział przyszłość Polski. Mówił, że Ziemię czekają okropne kataklizmy, w czasie których ucierpi także Polska, choć – jak powtarzał za Ojcem Klimuszką, najmniej ucierpią właśnie Polacy. Mówił o morzach, które wystąpią z brzegów i zaleją Amerykę Północną i Europę Zachodnią. - Jego opisy pasują idealnie do wizji, która jest zawarta w książce Patryka Geryla „Przepowiednia Oriona na rok 2012” - informują autorzy na jednym z portali, wieszczących zagładę ludzkości z 21. na 22. grudnia 2012 roku w czasie tzw. przebiegunowania, o czym miały donosić już wiele tysięcy wieków przed nami wróżby Nastradamusa, starożytnych Atlantów, Majów, czy mieszkańców starożytnego Egiptu, zwłaszcza właśnie tzw. pasa Oriona, czyli kompleksu piramid w Gizie (Tekst linka ). Szuman, ku zdumieniu swoich szczecińskich przyjaciół, opisywał moment, kiedy na świecie stanie się powszechna wiedza starożytnych kultur, zwłaszcza ta wydobyta z podziemnych komnat i korytarzy piramidy Ozyrysa. – „Wtedy nastąpi złoty wiek ludzkości, odrodzenie się człowieka” - twierdził*. Radził, aby nie opuszczać Polski, lecz skoncentrować się na umacnianiu swej wiary. Był jednak pesymistą, jeśli chodzi o najbliższą przyszłość. – „Cieszę się, że nie doczekam tych wszystkich okropieństw, które czekają ludzkość” * - zwykł mawiać.


JOANNA GIZA



PRZYPISY

* Leszek Szuman, W kręgu znaków zodiaku, Gorzów Wlkp. 1983,
* Cały wywiad przedrukowany [w:] Leszek Szuman, W kręgu znaków……., s. 7-9.
* Leszek Szuman, Dz.cyt.
* Cyt. za: Leszek Szuman, Co myśleć o astrologii, [w:] Leszek Szuman, Tamże, s. 16.
* Cykl artykułów o Szumanie zamieszczonych w kolejnych numerach „Nieznanego Świata” w latach 80.
* Wypowiedzi te zaczerpnęłam z książek autorstwa Szumana: „Życie po śmierci”; rozdział o własnych przeżyciach; „IV. Moje kontakty z tamtym światem”.
* tutaj znajdziecie Państwo całe "szczecińskie ślady" i fragmenty książki: http://sedina.pl/wordpress/index.php/2011/04/27/leszek-szuman-dziwne-ostrzezenie/
* Cytat pochodzi z wywiadu [w:] „Przekrój” z dnia 7 stycznia 1979 r.
* Te wypowiedzi pochodzą z „Wspomnienie o Leszku Szumanie” [ w:] „Problemy astrologii”, Poznań 1986-1987.
* Mówił o tym, między innymi [w:] „Wolny blondyn z wielkim sercem” – reportażu Ewy Świderskiej, wydanym w serii: Ekspres Reporterów, KAW, W-wa 1987; można o tym przeczytać także na: www.orion2012.pl
* Patrz: www.orion2012.pl
Trwa ładowanie komentarzy...