NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

„Nie ma chorób nieuleczalnych, są tylko niewłaściwie leczone”

rozmowa z lekarzem pediatrą, homeopatą, ziołoterapeutą, nauczycielką hatha jogi, specjalistką medycyny integracyjnej, dr Bożeną Ryczkowską, właścicielką Gabinetu Przyjaznej Medycyny

Joanna Giza: Co to jest choroba?

Dr Bożena Ryczkowska: Dobre pytanie. Proste i bardzo trudne. Myślę, że najbliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że jest to stan, w którym nie czujemy się dobrze i zdrowo. W pierwszej fazie choroby nasze dolegliwości najczęściej nie znajdują potwierdzenia w badaniach laboratoryjnych i obrazowych. Określane są wówczas jako psychosomatyczne, albo nerwice i niesłusznie bagatelizowane.



- Dziś obowiązujące, choć nie zawsze skuteczne, jest specjalistyczne, wąskie podejście do pacjenta. Nawołujesz do powrotu do osobowego i holistycznego leczenia.

- Tak, ponieważ jesteśmy złożonym wielotkankowym, wielonarządowym organizmem. Wszelkie uszkodzenia w jednym obszarze wywołują określone reakcje w innych obszarach. Mam na myśli narządy i tkanki. Innymi słowy, każda dolegliwość, najczęściej manifestująca się w postaci bólu, wywołuje złożoną reakcję w całym organizmie i w sposób istotny wpływa również na naszą psychikę. Zjawisko to nazywam somatopsychiką i jest ono zwierciadlanym odbiciem psychosomatyki.

- W swojej koncepcji leczenia wykorzystujesz teorię pola elektromagnetycznego pacjenta. Co ma wspólnego umysł człowieka z elektromagnetyzmem, a elektromagnetyzm z hatha jogą i ajurwedą?


- Bardzo wiele. Hatha joga, która jest narzędziem terapeutycznym ajurwedy, jest praktycznym zastosowaniem wiedzy o elektromagnetyzmie. W czasie pozycji jogi, czyli asan, zachodzi sprzężenie myśli z ruchem. Hindusi nazywają to uważnością. Angażujemy myśl do samoleczenia. Kierujemy swą uwagę w miejsce, które boli i jest niesprawne. Pracujące mięśnie wysyłają impulsy elektryczne o prawdziwie uzdrawiających własnościach. To jednak wymaga systematyczności i wysiłku. A wszyscy dziś szukają magicznej pigułki i drogi na skróty. A takich nie ma. Więc samoleczenie organizmu może być efektem uważnego i systematycznego wglądu w nasz organizm. Naszej własnej długotrwałej i uważnej pracy. Ktoś taki – jak ja, może jedynie swojego pacjenta zmotywować, zainspirować, pokierować i poprowadzić, przy stawianiu pierwszych kroków. A później jest już nasz własny, samodzielny, systematyczny wysiłek, połączony z wiarą w słuszność tej drogi. I się udaje! Naturą znanego nam wszechświata jest elektromagnetyzm. Człowiek nie stanowi tutaj wyjątku. Wszystkie struktury naszego organizmu – subkomórkowe, komórkowe, tkankowe, narządowe – nieustannie emitują pola elektromagnetyczne o zmiennej częstotliwości, które wzajemnie na siebie oddziaływają i w ten sposób regulują wszystkie życiowe procesy. Tworzą one stale zmieniający się i niepowtarzalny szum elektromagnetyczny, który towarzyszy każdemu z nas. Niektóre elementy tego szumu możemy łatwo wyodrębnić, zapisać jego elektryczną składową i wykorzystywać w diagnostyce. Czynność mózgu możemy diagnozować poprzez zapis EEG, serca poprzez EKG, a mięśni poprzez EMG. Niestety, na tym współczesne możliwości diagnostyczne się kończą. Nie potrafimy wyodrębnić zapisu elektrycznego czynności pozostałych narządów i tkanek. Nie wiemy jaki wpływ na czynność narządów i tkanek mają emitowane i odbierane przez organizm fale elektromagnetyczne. Współczesna fizjologia i patofizjologia opierają się niemal wyłącznie na obrazie morfologicznym i parametrach biochemicznych. A przecież najpierw pojawia się impuls elektryczny. To on inicjuje reakcję, która wywołuje określone efekty biochemiczne.

- Bioenergoterapeuci i uzdrowiciele chyba także czerpią z tej zasady wszechświata?

- Tak właśnie. Tak zwane cuda w medycynie dzieją się właśnie w ten sposób. Korzystający z tego najrozmaitsi cudotwórcy, uzdrowiciele, bioenergoterapeuci, szamani, czynią to najczęściej nieświadomie. Trywializując, można by powiedzieć, że człowiek i jego umysł działają na prąd... Każdy żywy organizm odbiera i nadaje słabe pola elektromagnetyczne. Wytwarza również swoje własne, jedyne i niepowtarzalne w czasie, pole elektromagnetyczne, które może być charakterystycznym dla danej chwili obrazem jego zdrowia i samopoczucia. W każdej sekundzie wytwarza nieskończenie wiele impulsów elektrycznych, które rozłożone w czasie tworzą energię będącą siłą napędzającą naszą aktywność fizyczną i metaboliczną. Przepływ tej energii ma kluczowe znaczenie w patofizjologii medycyny ajurwedyjskiej i tradycyjnej medycyny chińskiej. Według nich każda dolegliwość jest wynikiem zakłóceń w przepływie energii. Niezależnie od tego jak się tę energię w rozmaitych kulturach nazywa – kundalini, chi, ki, siła życiowa itd. – chodzi o wytwarzane i odbierane przez nas fale elektromagnetyczne. Asany hatha jogi, wykonane prawidłowo, powodują emisję działających uzdrawiająco fal elektromagnetycznych, w ten sposób uruchamiają, działający uzdrawiająco, własny potencjał pacjenta. To działa porządkującą zwłaszcza w zakresie umysłu i psychiki.

- Jesteś specjalistą chorób dzieci. Dzieci są łatwiejszymi pacjentami niż dorośli?

- Ani łatwiejszymi ani trudniejszymi. Dzieci szybko i łatwo zdrowieją. Do okresu pokwitania nie mają aury psychosomatycznej. Gdy tylko lepiej się czują, to od razu widać poprawę, zdrowieją. Dorosły często, po incydencie gorączkowym, jeszcze przez kilka następnych dni „przeżywa” chorobę. Wytwarza mechanizmy emocjonalne, z którymi świadomie trzeba potem pracować. Choroba jest u niego somatycznym krzykiem duszy: „pomóż mi, bo cierpię!”. Dzieci wszystko zaczynają po raz pierwszy. Często wobec tego, mają okazję szybciej, to chorowanie zakończyć. Dorośli są a priori, dzieci leczą się często bez założeń. Resetują zupełnie. Dorośli, by to zrobić, ponownie muszą uwierzyć, że potrafią, że to możliwe, że ich życie i zdrowie, zależy od ich woli i siły umysłu. A poza tym, dzieci - nie boją się mnie (śmiech).

- Jakie błędy najczęściej popełniamy jako rodzice wobec chorych dzieci?

- Myślę, że przede wszystkim, obok emocjonalnych i wychowawczych, rzecz jasna, żywieniowe. I tu podstawowym błędem jest nieprawidłowa interpretacja potrzeb, zwłaszcza żywieniowych, dzieci. Dzieci często chorujące, alergiczne, potrzebują dużo słodkich produktów, co nie oznacza, że należy im kupować słodycze. Należy podawać im słodkie owoce i warzywa. Codzienna szklanka świeżego soku owocowego, talerz zupy i porcja słodkich warzyw spowoduje, że stopniowo uwolnią się od nawracających infekcji i przestaną domagać się słodyczy. Ważny jest też sposób przyrządzania warzyw. Większość, zawartych w nich związków, biologicznie aktywnych, rozpuszcza się w wodzie, należy więc gotować je na parze. I mówić dzieciom dowartościowujące, motywujące „słodkie słowa”.

- Jak dziś Ty wspominasz swoje dziecięce chorowanie?

- Raczej nie wspominam, bo … mało chorowałam, za to bardzo bałam się dentysty. Poza tym, nie chodziłam do lekarza, bo mama była lekarzem – w dodatku, pediatrą. W rodzinach rozsądnych lekarzy, dzieci nie chorują, bo nikt nie robi wokół chorującego dziecka i jego dolegliwości, ołtarzy. Choroba jest stanem przejściowym do zdrowia, a nie – jak często dziś bywa – stanem wyjściowym i utrwalanym. Często wszak nawet się tak usprawiedliwiamy: „no, przecież jestem chory”. A moja mama miała bardzo skuteczną receptę: „od pasa w górę sok malinowy, od pasa w dół jagodowy”. I skutkowała, zawsze! Wobec tego, w tamtych czasach, nie było tak rozwiniętej dysbiozy i alergii. A dziś niemal 70. procent dzieci ma objawy alergii.

- Skąd ta alergia?

- Jest to choroba w dużej części jatrogenna, czyli „odlekarska”. Głównymi przyczynami są alergolodzy, bardzo duży dostęp do doświadczeń medycznych i nadużywanie leków.... oraz odejście od karmienia piersią. Kolejnym ważnym powodem rozwoju alergii jest niewłaściwe odżywianie i nie tylko dziecka, ale również mam w czasie ciąży. Dziecko rodzi się z teoretyczną podatnością na alergię. Chodzi o taką genetyczną konfigurację nabłonka wyściełającego jelita, że stwarza ona dobre warunki bakteriom fakultatywnie chorobotwórczym do namnażania się. Bakterie fakultatywnie chorobotwórcze, to takie mikroorganizmy, które tworzą niewielki odsetek naturalnej flory jelit, jednakże jeśli ich ilość wzrośnie stają się przyczyną rozmaitych dolegliwości. Jedną z nich jest alergia. Zjawisko to nazywamy dysbiozą jelit i jest ono „matką” wszystkich przewlekłych i przewlekle nawracających, chorób. W dysbiotycznym jelicie namnażają się nie tylko bakterie fakultatywnie patogenne, ale również grzyby Candida. Dziecko rodzi się sterylne, w jego jelicie nie ma bakterii. Kolonizacja jelit rozpoczyna się i trwa przez cały okres karmienia piersią, więc jeśli matka cierpi na alergię, to flora, którą przekazuje z mlekiem jest dysbiotyczna. Dziecko reaguje na wytworzoną w ten sposób w jego jelicie dysbiozę objawami alergii. Najczęściej jest to atopia, czyli wyprysk. Ale zamiast leczenia farmakologicznego i odstawienia od piersi dziecka, powinno się dać mamie probiotyk. W związku z tym, karmienie sztuczne, potem już tylko sytuację pogarsza i komplikuje. Dzieci najczęściej chorują wtedy na zapalenie oskrzeli. A u dorosłych, taka dysbioza pojawia się, gdy zaczynamy się leczyć farmakologicznie, lub zażywać antykoncepcję. Każdy lek, stosowany przewlekle, daje dysbiozę, czyli zmienia florę jelit na nieprawidłową. Chodzi zwłaszcza o antybiotyki, cytostatyki i środki antykoncepcyjne.

- Sama uprawiasz jogę i medytację. W czym te praktyki Ci pomagają i co znaczą dla Ciebie?

- Umożliwiają mi zachowanie spokoju i dobrej kondycji fizycznej. Poza tym pomagają w koncentracji i ułatwiają uczenie się. Podnoszą sprawność intelektualną. Poza tym sprawiają, że mam więcej czasu dla siebie i mogę coś przemyśleć, przetrawić. Dzięki tej praktyce mogę skuteczniej przełożyć swoje inspiracje naukowe na język fizjologii człowieka, a potem na język patofizjologii. To chyba papież powiedział: „Zatrzymajcie się! To ma sens”. To także mówię swoim pacjentom. Że być może o to chodzi w naszym chorowaniu, by się zatrzymać i zobaczyć, czego może dotyczyć dane schorzenie somatyczne. Bo na pewno u źródeł leży jakaś nasza myśl i uczucie.

- Jakie więc znaczenie ma równowaga w organizmie człowieka?

- Kluczowe. Zachowanie równowagi środowiska wewnątrzustrojowego jest warunkiem zachowania życia. Nazywamy to homeostazą. Każda ingerencja w nasz organizm wywołana urazem, bądź atakiem patogenu, wywołuje odruchowe reakcje obronne i naprawcze, zarówno na poziomie uszkodzonej tkanki, jak i całego organizmu, wobec tego i umysłu i psychiki. O tym także mówi, moja uwielbiana ajurweda i teoria pięciu przemian, zakładające, że człowiek „podzielony” jest na kanały (meridiany) energetyczne. Bardzo nowoczesna koncepcja, zgodna z tym, co wiemy już o fizjologii człowieka w świetle współczesnej medycyny. Energia płynie w nas określonymi kanałami - meridianami, które nie mają struktury morfologicznej. Wszystkie te meridiany, a raczej płynąca nimi energia, wzajemnie na siebie oddziaływują. Są one logiczne i przewidywalne, można je opisać matematycznie. Prawo pięciu przemian jest także pentagramem samozdrowienia. Każde zakłócenie w swobodnym przepływie energii, przekłada się na jakąś dolegliwość, a jeśli trwa dłużej pojawia się choroba. Jeżeli dotyczy ono tylko jednego kanału energetycznego, to po pewnym czasie energia pozostałych kanałów koryguje to zaburzenie i wszystko wraca do normy bez koniecznej interwenci medycznej. Te automatyczne reakcje naprawcze są tak skuteczne, że większość ostrych infekcji ma charakter samoograniczający się, to znaczy ustępuje samoistnie bez jakiegokolwiek leczenia, jeśli zapewnimy sobie minimum komfortu. W praktyce oznacza to, że przy objawach przeziębienia zamiast połykać aspirynę, paracetamol lub inne przeciwzapalne specyfiki i poganiać organizm do pracy, wystarczy położyć się do łóżka i rozgrzać gorącymi płynami – ziołami, herbatą z cytryną. Infekcja ustąpi wówczas szybciej i nie będzie nawracać. Większość tzw. chorób cywilizacyjnych dotyczy zaburzeń w wielu kanałach. Leczenie powinno stopniowo eliminować zakłócenia w przepływie energii w kolejnych meridianach, tak żeby sprowadzić je do zaburzeń w tylko jednym kanale, które nasz organizm sam potrafi wyeliminować. Niestety, najczęściej dzieje się inaczej. Stąd jedna choroba somatyczna przyciąga zaraz kolejną, a te przy okazji rozregulowują i wprowadzają w chory taniec, naszą psychikę. A żeby zacząć leczenie winniśmy najpierw się wyciszyć, wsłuchać w organizm i w jego potrzeby. A docierają one do nas poprzez potrzeby naszego umysłu – senność, potrzebę odpoczynku, samotności, ciszy lub ruchu etc. – oraz poprzez wrażenia smakowe – apetyt na określone potrawy, warzywa, owoce. W ten prosty, uniwersalny sposób dowiadujemy się, w jaki sposób możemy sobie pomóc w zachowaniu wewnątrzustrojowej równowagi. To jakby głos z naszego wnętrza i nie należy go ignorować. Myślę, że w podobny sposób, umie i chce, naprawiać się nasza psychika, ale my nie dajemy jej, ani na to czasu ani przestrzeni. Popędzamy, ograniczamy, wytłumiamy - i tak już chorobotwórczo stłumione – uczucia. Wreszcie stymulujemy chemicznie i farmakologicznie, w czym tylko bardziej ją rozregulowujemy. A może wystarczyłoby (tylko kto z nas ma dziś na to warunki?) wyjechać gdzieś daleko, oderwać się od poprzedniego stanu i miejsca i pobyć gdzieś (niekoniecznie na pustyni) sam na sam ze sobą i Stwórcą? Ręczę, że po miesiącu, przy jednoczesnej diecie i zmianie sposobu myślenia na współczujący i konstruktywny wobec siebie, oraz praktyce ruchowej, i nasza psychika dojdzie do równowagi.

- Jesteś lekarzem, gruntowanie i akademicko wykształconym. Przez 17.lat pracowałaś w szpitalu, wiele lat w przychodni. Dziś rozwijasz swoją indywidualną praktykę, polecając pacjentom alternatywne metody leczenia. Co spowodowało taką zmianę?

- Poszukiwanie skutecznych metod leczenia. Farmakoterapia jest niezastąpiona w stanach zagrożenia życia, za to w leczeniu chorób przewlekłych i utrwalaniu remisji choroby, jest nieskuteczna. Moja przygoda z medycyną naturalną zaczęła się kilkanaście lat temu od udziału w sesjach hatha jogi, której zajęcia odbywały się niedaleko mojego domu na Powiślu. Wtedy szkołę hatha jogi, prowadził Sławomir Bubicz. Ze zdumieniem zaobserwowałam, że te ćwiczenia ruchowe wpływają korzystnie na moją psychikę i kondycję. Przez przypadek do mojego Centrum Zdrowia Dziecka przyszła też wtedy propozycja udziału w szkoleniach z homeopatii. Skorzystałam i zaczęłam ją stosować wśród moich prywatnych pacjentów, zauważając, że i to przynosi rezultaty. To nie jest tak, że ja w ogóle się nie podpieram farmakologią, jak trzeba też ją stosuję, bo nie w każdym przypadku bezpiecznie można ją zastąpić lekiem naturalnym. Ale stosuję ją tylko wówczas, gdy jest to bezwględnie konieczne i nie przepisuję leków „do końca życia”. Pamiętajmy, że znakomita większość leków to trucizny, zażywane w bardzo niewielkich ilościach. Spójrzmy na teorię farmakonu. Jeżeli przekroczymy dopuszczalną dawkę, pojawią się groźne objawy zatrucia. Jednakże nawet dawki terapeutyczne zażywane przewlekle kumulują się i dają rozmaite niepożądane objawy uboczne. Dodatkowo, wszystkie leki działają dysbiotycznie, co wiąże się z rozwojem kolejnych dolegliwości. Należy też wiedzieć, że nasz organizm, broniąc się przed szkodliwością leków, uczy się szybko je detoksykować. W wyniku tego procesu nazywanego zjawiskiem tachyfilaksji, wiele leków pozbawianych jest skuteczności terapeutycznej, a ich przewlekłe stosowanie generuje jedynie niekorzystne objawy uboczne. Przyjmuję zasadę, że nie ma chorób nieuleczalnych, są tylko, źle leczone. Medycyna staje się pasją i sztuką, jeżeli leczymy człowieka, a nie wyodrębniony objaw w określonej tkance. Izolowana farmakoterapia czyni z medycyny niebezpieczne rzemiosło. Świetnie sprawdza się doraźnie w stanach zagrożenia życia, ale nie nadaje się do stosowania przewlekłego i dlatego tak wiele chorób nosi dzisiaj etykietę nieuleczalnych.

- W Twojej praktyce interesują Cię związki pomiędzy leczeniem internistycznym a psychoterapią.

- Tak, ale żałuję, że tkwi to nadal w sferze moich dążeń, bo medycyna i psychologia nie idą dziś w parze, wspólną drogą. A moich pacjentów często nie stać na profesjonalną i indywidualną terapię psychologiczną. Czasami też na to nie ma już czasu i możliwości. Terapia lekowa oraz internistyczna powinny iść w parze z diagnozą i terapią psychologiczną, komplementarnie Ja redukuję efekt nierównowagi biologicznej, a psycholog powinien równoważyć emocje. Ma to podstawy naukowe. Ciało i umysł są nierozerwalnie ze sobą powiązane i pozostają w stałej interakcji. Na podstawie prowadzonych od lat badań psychologicznych i klinicznych wiemy, jak nasz układ immunologiczny odpowiada na stres, jak zmienia się czynność naszych narządów i tkanek pod wpływem określonych bodźców emocjonalnych. Nazywamy to psychosomatyką. Wiemy też, że każda choroba wyciska swoje piętno na naszej psychice. Obie reakcje są ze sobą powiązane zwrotnie i zawsze należy je brać pod uwagę w leczeniu chorób przewlekłych. W moich warsztatach terapeutycznych na Mazurach, realizowanych przez Fundację Świadomego Leczenia, stała współpraca z psychologiem, polegająca na wspólnym leczeniu pacjentów, ma kluczowe znaczenie. Uważam, bowiem, że najważniejszą siła uwalniającą samouzdrawiający potencjał chorego, jest przede wszystkim jego umysł. On jest odpowiedzialny za naszą świadomość, za poczucie zdrowia lub choroby i za wszelkie „cudowne” wyleczenia. Moim zdaniem, dominujące znaczenie w przebiegu wyładowań elektromagnetycznych całego organizmu, mają pola elekromagnetyczne, emitowane jako obraz naszych uczuć i stanów świadomości. Dlatego pracując z umysłem możemy zmienić postrzeganie emocji i wyeliminować toksyczne uczucia i w ten sposób poprzez emisję dominujących pól elekromagnetycznych wpływać na czynność wszystkich narządów i tkanek. W medycynie ajurwedyjskiej, której podstawą jest zasada psychosomatyki, uważa się, że zanim pojawi się dolegliwość, już pojawia się myśl.

- Jesteś samoukiem, praktykujesz jogę i używasz jej w swoim lecznictwie, od lat. W czym konkretnie mogą pomóc chorym ludziom pozycje jogi?

- Obserwowany współcześnie renesans hatha jogi, wynika właśnie z jej ogromnych możliwości terapeutycznych, tym bardziej, że ćwiczyć może każdy, a w niektórych schorzeniach, takich jak - osteoporoza, przewlekłe bóle kręgosłupa i stawów - w ogóle nie można jej niczym innym zastąpić. W czasie ćwiczeń hatha jogi poprawia się przepływ krwi w dotkniętych schorzeniem okolicach, co powoduje lepsze odżywienie chorych tkanek, szybką eliminację toksyn i zmian zapalnych. W miarę rozciągania okolicy kręgosłupa, wraca do normy uwodnienie i elastyczność krążków międzykręgowych, czego wyrazem jest powolne „wzrastanie”, czyli powracanie do wysokości ciała osiągniętej w okresie dojrzałości. Ćwiczenia te wpływają regulująco na aktywność, rozlokowanych wzdłuż kręgosłupa skupisk komórek nerwowego układu wegetatywnego. W ten sposób, na zasadzie tzw. odruchów skórnotrzewnych, można leczyć rozmaite dolegliwości narządów wewnętrznych, gruczołów wydzielających hormony, takich jak tarczyca, jajniki, trzustka, można także przywracać prawidłowe trawienie i perystaltykę. Niezależnie od momentu rozpoczęcia ćwiczeń szybko daje się zauważyć ich „magicznie” odmładzający efekt. Zmniejszają się zmarszczki mimiczne, znika cellulitis, a wszystko to za sprawą niezwykłego efektu poprawy odżywienia i krążenia w skórze i tkance podskórnej. Prawidłowo prowadzona hatha joga również harmonizuje i stabilizuje emocje, pozwala pozbyć się stanów lękowych, depresji, dręczących myśli i koszmarów sennych. Po sesji ćwiczeń czujemy się uspokojeni, pogodni, łatwiej się nam koncentrować i myśleć. Stopniowo lepiej poznajemy samych siebie i budujemy swoją własną, nową osobowość. Już po pierwszych sesjach można zauważyć znaczną poprawę nastroju i koncentracji.

- Jesteś wegetarianką?

- Zostałam wegetarianką z powodów poglądów. Byłam i jestem przeciwko masowemu zabijaniu zwierząt. Dodatkowo stres, który przeżywa zwierzę podczas zabijania, zmienia niekorzystnie dla człowieka skład mięsa. Najbardziej toksyczne ze względu na karmę i chów - jest mięso drobiowe – kurczaki, indyki – i wieprzowina. Ale najbardziej szkodliwe są wędliny, ze względu na proces produkcji. Po więcej informacji odsyłam na stronę: www.medycyna-integracyjna.pl pod nazwą "Mięso w naszej diecie”. W naszym kraju łatwo być wegetarianinem. Mamy w Polsce rozmaitość warzyw, kasz i przypraw z całego świata. Wegetarianizm nie jest konieczny dla zdrowia, ale ułatwia zdrowienie, zwłaszcza w chorobach przewlekłych. Odwoływanie się do tradycji w jedzeniu mięsa nie ma dziś sensu. Kiedyś, gdy przebywaliśmy dużo czasu poza domem, było zimno i pracowaliśmy fizycznie, jedzenie mięsa było niemal konieczne, bo dostarczało niezbędnych do przetrwania kalorii. Dziś, kiedy przebywamy w stałej temperaturze ok. 20 stopni, mamy ograniczoną aktywność fizyczną, mięso prowadzi do rozwoju otyłości, która nieleczona jest chorobą śmiertelną. Patrząc na dzieci moich pacjentów, wegetarian, muszę stwierdzić, że są zdrowsze, żywsze, mają czystą skórę, bo nie cierpią z powodu alergii i bardzo prawidłowo się rozwijają. A jeśli obawiamy się niedoboru aminokwasów egzogennych wystarczy zjeść jedno jajko ekologiczne dziennie i problem znika. Można też nauczyć się przyrządzać potrawy z fasoli i grochu, ponieważ rośliny te zawierają dużo bardzo wartościowych białek , które w połączeniu z kaszą lub ryżem dostarczają nam potrzebnego kompletu aminokwasów. Jeśli chodzi o ryby, trzeba wiedzieć, co się je. Niektóre ryby, hodowlane nie są zdrowe, ze względu na karmę, którą stosuje się, by podnieść wydajność hodowli. Nie polecałabym też ryb z mórz okolic Japonii, bo mogą świecić (śmiech).

- Czy masz sukcesy terapeutyczne?

- Utrzymuję z pacjentami stały kontakt telefoniczny w pierwszym miesiącu leczenia oraz zasadę nieodpłatnych wizyt kontrolnych w ostrych infekcjach, więc wiem, że skuteczność moich terapii jest wysoka.

- Czy możliwe jest życie w harmonii ze sobą w chorobie?

- Choroba wyklucza harmonię i nie uważam, że z chorobą i cierpieniem należy się godzić. Owszem, trzeba ją zaakceptować i oswoić, ale po to, by się pięknie rozstać. Moje metody leczenia pozwalają uwolnić się od choroby trwale i na zawsze, w procesie świadomej, wielopłaszczyznowej terapii. Nie mac chorób nieuleczalnych. Są tylko źle leczone.

- Czy istnieje wg Ciebie taki stan, jak zdrowie psychiczne i czy antydepresanty są tu dobrym rozwiązaniem?

- Pojęcie zdrowia zakłada zarówno dobre samopoczucie, jak i brak dolegliwości somatycznych, czyli prawidłową sprawność fizyczną naszego organizmu. Choroba jest cierpieniem, które może mieć wymiar fizyczny, bądź psychiczny. Człowiek cierpiący nie jest zdrowy i należy mu pomóc poprzez właściwą dla niego terapię. Nie jestem zwolennikiem stosowania leków psychotropowych, ponieważ działają otępiennie, ale w określonych przypadkach mogą być przez jakiś czas konieczne. Myślę, że każdy człowiek reaguje na stres w sposób jedyny dla siebie i niepowtarzalny społecznie zgodnie z własną wrażliwością. Najczęstszą odpowiedzią na stres spowodowany nawarstwiającymi się, nie rozwiązanymi problemami emocjonalnymi, społecznymi czy zawodowymi jest łagodna depresja reaktywna, którą ja nazywam przygnębieniem. Okresy przygnębienia, tzw. „doły” w dzisiejszych czasach obserwujemy powszechnie. Zdarzają się one każdemu. Trwają różnie długo. Chociaż często ustępują samoistnie, łatwo powracają. Można by powiedzieć, że jest to swoista cena, jaką płacimy za postęp cywilizacyjny. To ciemna strona dobrobytu i drapieżnej potrzeby posiadania. Uwolnienie się od przygnębienia jest drogą ku wolności naszej duszy i naszego umysłu. Dobrym krokiem na tej drodze są ćwiczenia hatha joga, które głęboko ingerują w naszą psychikę i pozwalają odprężyć się intelektualnie – możemy powiedzieć, że w czasie ćwiczeń umysł odpoczywa, emocje się wyciszają, dobrze ukierunkowany impuls myśli, reguluje i naprawia nasz organizm. Stopniowo podnosi się pułap możliwości intelektualnych, wraca spokój i pewność siebie, a przygnębienie oddala się coraz bardziej, aż w końcu ginie bezpowrotnie.


- Twoimi pacjentami są ludzie chorzy na nowotwory, biorący chemię, nierzadko w bardzo złym stanie. Czego wg Ciebie w dotychczasowych terapiach im zabrakło, skoro zgłaszają się do Ciebie?

- Nowotwory to jedno z najważniejszych wyzwań współczesnej medycyny. Lawinowo wzrasta zapadalność na choroby nowotworowe, a w wielu postaciach skuteczność farmakoterapii nie jest satysfakcjonująca. Dane epidemiologiczne wykazują, że umieralność z powodu chorób nowotworowych jest porównywalna z umieralnością na choroby układu krążenia i zajmuje obecnie drugie miejsce wśród wszystkich przyczyn zgonów. Z moich skromnych doświadczeń wynika, że wsparcie leczenia farmakologicznego i zabiegowego metodami medycyny integracyjnej ma ważne znaczenie dla powodzenia terapii przeciwnowotworowej. Leczenie integracyjne polega na osłanianiu organizmu chorego przed niekorzystnymi, ubocznymi skutkami chemioterapii oraz na uruchamianiu jego własnego potencjału w walce z nowotworem, co moim zdaniem ma kluczowe znaczenie. Niestety, nie da się tego uzyskać poprzez jednorazową konsultację lekarską. W tym celu organizuję kilkudniowe warsztaty terapeutyczne na Mazurach, które przy wsparciu warsztatów psychologicznych, uczą zasad leczenia integracyjnego do samodzielnego kontynuowania terapii w domu.

- Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Joanna Giza
Trwa ładowanie komentarzy...